|
02.04.2008 :: 23:38 Motyw Syzyfa.
Codziennie, każdy, ty, ja, wy. Każdy z nas marzy, marzenia te z reguły dotyczą przyszłości. z reguły dość świetlanej. Marzymy by żyć jak królowie, i spełniać inne swoje marzenia. Czemu nie wyciągamy po to ręki? Nawet w tamtą stronę nie spojrzymy? Świetlana przyszłość nie jest za jasna! Uczymy sie, matura idzie, no ja się uczę, próbuje. Nie lubię traktować tego jako kary. A muszę, tego właśnie mnie szkoła nauczyła. Nauczyła mnie jak się nie uczyć - jak tego nie cierpieć! Ale przecież nauka to czyste zaspokajanie ciekawości! Wiele razy nic mi w życiu nie wychodziło, jak było dobrze to i tak tylko w 90%. Chciałbym to zmienić. Ale znów tego nie robie, trzeba jasno sobie powiedzieć. Właśnie to zmieniam! Wierze w siebie, wierze w ludzi, wierze że dam, damy rade. PS.To notka dla mnie, taki motywator. Com's (6) Zastanawia mnie jedno. Po co żyjemy? Dziś na języku polskim, na którym prócz tego iż dowiedziałem się zdania mojej nauczycielki o samym sobie. I o nas wszystkich. Brak w osądach pojedynczych jednostek. Tylko wy, i wy. Ale nie o tym. Dowiedziałem się chyba jak nazwać sposób którym myślę. Nie wierze w Boga, już od dawna. Choć się z tym ukrywam bo większość, właśnie, bo większość. Co ja mam powiedzieć ludziom którzy wierzą? Nie udowodnię im swoich racji, nie da się. Nie wierze w życie po śmierci. Wiem, też się czuje z tym strasznie. W dusze też nie wierze. Wiem że jest coś takiego jak pamięć pamięć o ludziach, ale tu też nie o tym. Wierze, że odpowiadam za wszystko, za 99% wydarzeń w moim życiu. Oczywiście nie zabardzo odpowiada mi "efekt motyla" więc 1% sobie odpuszczę. Zabawne, dla mnie przynajmniej, jest to do czego dąży, to jasne do szczęścia. Ale czym jest to szczęście. Nikt nie jest w stanie powiedzieć co to a wszyscy do tego dążą. Jak będę miał wille z basenem będę szczęśliwy? A przy mojej kobiecie? A jak się upije? Kurcze, przecież to wciąż to samo uczucie, to do czego biegniemy zasuwamy jak te "parowoziki" Nierozumiem.Ale wiem. Com's (0) Jakbym miał 20 minut do końca świata wziął bym Cię mocno za rękę i spojrzał głęboko w oczy, by móc znów zachwycić się cudem i tajemnicą które z nich płyną. Wiesz, tak chciałbym spędzić ostatnie moje ostatnie 20 minut. Com's (0) 20.01.roku W pokoju rozległ się wkurwiający, ale jakże znajomy zgrzyt nienastawionego radia. Codziennie radio to odbierało stacje na trochę innych częstotliwościach pewnie zależnych od umeblowania i umiejscowienia pewnych przedmiotów bądź osób w pokoju. Następstwo tego było tylko jedno, drażniący co rano jazgot który miał za zadanie obudzić. Rzadko mu się to udawało. Człowiek po pewnym czasie przyzwyczaja się, i w kilku płynnych ruchach przestawia budzik już w pierwszej minucie jego dzwonienia. Tak było i dziś, dziesięć minut dwadzieścia, pół godziny, godzina, półtorej, i zamiast wstać o szóstej obudził się o ósmej, no ale cóż poradzić, takie życie. Gdyby jeszcze to sztuczne wydłużanie snu coś dawało to miało by to jakiś większy sens, niestety, te kilka-kilkanaście minut snu, powoduje absolutnie nic. Człowiek zwyczajnie nie zasypia. Szybki godzinny prysznic, trochę sprzątania, uznanie że przemeblowanie jest niezbędne by dobrze zdać maturę. Wracając do domu, zawsze pełen siły do pracy, przy wejściu do mieszkania, potrafił automatycznie całą energie stracić. Może to ten wiecznie panujący tu bałagan, który i tak od jakiegoś września próbuje ogarnąć, ale to nie bałagan w pokoju, to bałagan w charakterze, w nawykach, który znacznie trudniej uprzątnąć. Bo co z tego że mieszkanie zostanie sprzątnięte raz, kiedy w pierwszej chwili napływu do ciała dawki entropii wszystko znowu leży na swoich starych dobrych miejscach gdzieś na środku podłogi. Ale łazienka, symbol porządku, wszystko ma swoje półki, "do golenia" najwyżej, potem "inne" a na dole "do codziennego użytku". No ale przy 5-9 kosmetykach na krzyż taki zabieg staje się wręcz banalny. Gorzej gdy w jednym miejscu znajduje się prawie całe twoje życie, a na dodatek jak wszystko w naturze i to dąży do pełnego chaosu. Dochodziła godzina szesnasta, trzeba wychodzić. Za dwanaście minut autobus, pierwsza pojawiająca się myśl to jak zwykle ta o tym "że nie zdążę" i zaczynają się te głupie sprinty zmęczenie,zadyszka tylko po to by postać sobie te pięć minut na przystanku. 167, jego ulubiony autobus, wsiadł kontem oka rozglądając się po ludziach, myśl "plebs", trzeba usiąść" najpierw usiadł na miejscu z przodu, przy oknie, tak żeby siedzieć samemu, ale zaraz, to miejsce dla matek z dziećmi, w głowie już wizualizowała się myśl, jak to jedna z takich emerytek dyszy mu nad głową, i nawet nie poprosi, nawet nie odezwie się słowem, tylko będzie stać i dyszeć powtarzając sobie w myślach wulgaryzmy na jego temat. O! coś się zwolniło, dalej gdzieś w środku, tam gdzie fala z reguły nie dosięga, szybka zmiana miejsca i można zabrać się do lektury. Czytał "rok 1984". Padał deszcz, taki mokry zimny deszcz, powiedziałby zimowy, w końcu jest styczeń, tak, nazwijmy go "mokrym zimowym deszczem". Kolejny sprint na autobus, by znów stać i patrzeć jak ludzie w około mokną razem z tobą, to takie miłe czuć że nie tylko ty jesteś ostatnim zmokłym frajerem. Znów podjechał jego ulubiony autobus 167. Tym razem tak pusty, że miejsc nie trzeba było specjalnie szukać. Rozdziały w książce, niezwykle szybko zmieniały cyfry. Spoglądając co chwila za okno, próbując się zorientować "gdzie jest", spostrzegł dziwne krzesło, a nawet nie krzesło, tylko dziwny ruch krzesła, można by go nazwać ruchem pulsacyjno-drżenowym. Pierwszy rząd, od drzwi środkowych, siedzenie to bez przerwy drżało, ale on dobrze wiedział, że mimo drżenia ktoś napewno na nim siedział, i będzie siedział. Co dziwne cały obraz wydał mu się znajomy, ale zrozumienie że to ten sam autobus przyszło dopiero później. Dokładnie, gdy wysiadał i znowu klikał ten pęknięty na pół przycisk. Deszcz, jeden autobus, i szara rzeczywistość. no i jego ukochany poranny szum. Com's (1) 23 i przeświadczenie że jutro muszę wstać o 5 nad ranem. Podział doby przestał istnieć.Zamiast 2 części jest ich kilka, nie ma dnia i nocy 1/4 matma 1/4 geo i inne 1/4 życie* 1/4 sen *życie w sensie wszystko to co nie zdaje na maturze oraz, np jedzenie Ale... Ale mimo. (Ale miło, takie półsłówka) Ale mimo tego nienaturalnego trybu życia Ale mimo tego że nie dosypiam niedojadając. Jestem szczęśliwy, i to najszczęśliwszy jak kiedy nigdy jeszcze dotąd. Jej słowa, których aż chce się słuchać biją w sercu. "Jest cudownie" "Jest dobrze" "ale będzie dobrze" "dobrze" i moje ulubione "hurra!" i to że jej świat to mój świat, bo postrzega go tak samo, takie same wartości, te miliony myśli które przez nas przechodzą. To wiszenie na telefonie. Ale nie że ja się ucze, ona też i bez słów, nie. Nawet z największymi przyjaciółmi mi się tak nie rozmawiało. "hurra!":):* i tylko w głębi duszy modle się żeby to się nie skończyło. ps. kochanie, mam nadzieje że tego nie czytasz, a jak już czytasz to znaczy że to wyżej też przeczytałaś, a w takiej sytuacji to :* Com's (3) Ehh. Rozpocząłem tę wypowiedź celowo tak melancholicznie. Jadę w góry. Święta, śnieg, prezenty, ciepło.Extra. Tylko czuje że coś jest nie tak. Że święta jakieś takie byle jakie, śnieg nie pada mocno, prezenty?! rodzice znów pójdą na łatwizne, a ciepło... "piździ jak cholera". Czuje się pusty płytki i gdzieś kurde tam zagubiony a może to poprostu zmęczenie. Nie wiem, ale nasila się, kurcze. Zmieniam bloga, tutaj nie ma szablonu jeszcze, ale po co komu szablon. Poprostu nie chce już s-czasu. za dużo dużo dużo wspomnień, a ja, ja nie lubię wspominać, bo co się stało to się nie odstanie. Pije za dużo pije znowu licząc na piorun szczęścia. Mam tydzień, tydzień nędznych gór żeby wszystko sobie w głowie poukładać, uporządkować i nareszcie może zacząć żyć tak jak chce. Chce. Jezus, jaka sprzeczność bo chce się mieć do kogo przytulić, a nie chce mieć partnera. Chyba, chyba coś ze mną nie tak. na szczęście są nędzne góry. Dziękuje.Wesołych świąt. Com's (2) |
|